Prolog

Założyłaś firmę. Gratuluję! Decyzja o niezależności, pracy bez szefa, realizacji pasji, utylizowania umiejętności została podjęta. To już jakiś sukces. W końcu latami męczyłaś się na etacie w znienawidzonej firmie. Codziennie przychodziłaś do pracy, patrzyłaś na to samo biurko, albo kasę i snułaś marzenia. W końcu zamieniłaś je w cele.

– Tak, kiedyś to zrobię! Założę firmę, będę businesswoman, zarobię pierwszy milion, a potem następny, kupię dom nad wodospadem, zacznę pisać książki, będę pływać tym jachtem, jak ta pani na obrazku!

Sama decyzja o założeniu własnej działalności dodała Ci skrzydeł, prawda? Idee zaczęły pączkować niczym kwiaty po deszczu, stał się cud wiosny w Twoim życiu. Motyle w żołądku. Serotonina zaczęła krążyć pędem rwącego strumienia. Ta myśl wiodła Cię do celu.

Jest, jest, jest firma, zarejestrowana, nazwa, logo, nawet ktoś zrobił Ci stronę. Sto planów, sto pociech, i ta prowadząca Cię wizja, która blednie z każdym wydatkiem, z każdym dniem bez zarobków i topniejącym kontem oszczędnościowym.

kiedy byłaś mała

Scena pierwsza

Wtedy byłam mała, teraz jestem duża i…

Pamiętasz jak byłaś mała? Wtedy Twoje działania były spontaniczne. Chciałaś zarobić na lizaka, automatycznie obmyślałaś plan działania. Był plan, była natychmiastowa realizacja, były też szybkie efekty. Nikt nie układał Ci marketingowego planu, skomplikowanych strategii, działałaś instynktownie. Wiedziałaś do kogo zrobić maślane oczy, kto reaguje na Twój czar, w procesie sprzedaży nie musiałaś pokonywać sześciu stopni obiekcji, nie męczyłaś się z kreacją copywritingu dopasowanego do tonu marki, nie martwiłaś się pozycjonowanie. Po prostu działałaś, nie przejmując się przeszkodami. Twój cel uświęcał środki.

Ja na przykład sprzedawałam kwiatki ułożone w misterny bukiecik, który układałam na łące, mając zaledwie kilka lat. Wtedy już poczułam tą satysfakcję, to niesamowite uczucie, że komuś podoba się to, co robię, że tego chce, że potrzebuje. Miałam wtedy podświadome przekonanie, że te bukieciki to często nie potrzeba sama w sobie, a raczej chęć koleżanek babci do pomagania dziecku. Popyt napędza podaż. Robiłam ich więcej, powiększało się też grono odbiorców. Zachowałam się jak dobrze wyszkolony marketingowiec. Jak już babcie nie chciały więcej bukiecików, poprosiłam o możliwość sprzedaży truskawek i pomidorów. To działo się na wsi podczas jednych z wakacji, kiedy wszyscy mieli truskawki i pomidory w swoich ogrodach. Rynek był nasycony. Jednak ku zdziwieniu wujka, który pozwolił mi się rozwinąć handlowo i zaufał w sprawie sprzedaży towarów o większej wartości, wszystkie pomidorki malinowe i truskaweczki sprzedawałam się w kilka godzin. Mała dygresja, tu należałoby się zastanowić nad fenomenem dzieci i szczeniaczków, wykorzystywanych w przekazach reklamowych oraz do dystrybucji dóbr wszelkich. Ta niewinność, czystość intencji, ta słodkość bytu wywołuje u nas chęć opiekowania, podświadomie kupujemy od dzieci, niezależnie od tego co nam sprzedają. Taki mechanizm matki natury. Nieważne, że ryczy pod niebiosa i kupki robi, jest słodkie, pachnące, cudne i już (choćby miało takie być tylko w naszej głowie😊

 

Scena druga

Gdzie się podziały moje miliony?

Co się stało z Tobą (ze mną też) w życiu dorosłym?

Po pierwsze przestałaś sobie pozwalać na marzenia bo ktoś nazwał je mrzonkami. Nie stały się Twoimi celami bo otoczenie oczekiwało od Ciebie czego innego. Jako odpowiedzialna matka masz się dostrajać do potrzeb rodziny, a nie marzyć i tworzyć wizje, prawda? Mas zarabiać, po pierwsze zarabiać, a jak masz wątpliwości – patrz punkt pierwszy!

Jeśli zatem jesteś już na etapie tej małej dziewczynki i znowu wróciłaś do tego, co gdzieś w Tobie tkwiło, zakładasz firmę bo wiesz, że to jest to do czego zawsze dążyłaś. Masz naturalne poczucie wolności, teraz wszystko zależy od Ciebie. Dlatego te porażki, błędy, potknięcia bolą znacznie bardziej niż dzielona odpowiedzialność z otoczeniem. Takie odsuwanie od siebie odpowiedzialności, zwalanie błędów na szefa, na innych dawało Ci poczucie bezpieczeństwa. Wypełniało bańkę niedoskonałości. Zwalniało z tego przykrego uczucia bycia niedoskonałą, a jednocześnie dawało poczucie uwięzienia, bezcelowości działań, braku realizowania własnej, życiowej misji.

Dlatego zakładając firmę często masz wrażenie, że to jednak nie Twoja bajka, boisz się, wychodzisz ze strefy komfortu, poddajesz się w pół drogi, albo tuż przed finałem. Ileż ja widziałam takich historii! Ba, sama w tej bajce byłam wiele razy.

Jak zakładasz firmę podświadomie widzisz komunikaty, które Twoim marzeniom sprzyjają. Nagle odkrywasz kursy online, które mają zagwarantować Ci ten pierwszy milion. Choć wcześniej nawet nie zwracałaś na to uwagi, nagle widzisz szkolenia jednodniowe, mastermindy, warsztaty, które mają Ci zapewnić dojście do Twojej wizji życia. Jesteś szczególnie wrażliwa na komunikaty typu „ja zarobiłam, TY też możesz”’, „jak w 30 dni zarobić sześciocyfrową kwotę”, „jak skalować biznes”, „nauczymy Cię systemu, który zagwarantuje sukces…” Znasz to? Ile razy się do tej pory na to złapałaś? Przyznaj się?

kobieta medytacja

Scena trzecia

Poszłam na szkolenie. To nie działa.

Nie ma w tym wyborze logiki. Nikt przy zdrowych zmysłach bowiem nie wybrałby jednodniowego szkolenia w zestawieniu na przykład z trzymiesięcznym mentoringiem osoby, która krok po kroku prowadzi Cię za rączkę, pokazując Ci z pozycji eksperta co jest dobre dla Twojego biznesu, jak można ulepszyć Twój proces, jakich narzędzi użyć, żeby osiągnąć cel. Zazwyczaj jak masz do wyboru szereg jednodniowych szkoleń, konferencji z osobą, która zadbała o swoją markę osobistą i dała Ci właściwy komunikat, to wybierzesz właśnie je.

Dlaczego?

Ludzie lubią marzyć z natury. Komunikat o szybkiej nagrodzie, natychmiastowym efekcie działania trafia w nas jak dopasowanie masełka do chlebka. Jak myślimy o chlebie, widzimy automatycznie masło. Jak myślimy tort, uruchamiamy często ośrodek nagrody, bo mama często powtarzała, że nie dostaniesz deseru jak nie zjesz kalafiora, jak nie zjesz zupki, że za zjedzenie szpinaku dostaniesz czekoladę czy porcję ulubionego ciasta. Prawda? Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Na pewno już wiesz o jaki mechanizm mi chodzi. Jednak tak jak torcik daje tylko chwilowe poczucie szczęścia, tak jednodniowe szkolenie daje efekt placebo. Złudnie myślimy, że sama obecność załatwia sprawę. Byłam to już wiem. Byłam tam, to znaczy, że przynależę do określonej grupy społecznej,  z którą chcę się identyfikować. To też rodzaj satysfakcji. Nie jest ona ani gorszej jakości, ani mniej ważna dla nas, podobnie jak dobre samopoczucie po wypiciu dobrej kawy, czy zjedzeniu czegoś pysznego. Jednak to wciąż tkwienie w bańce bezpieczeństwa. Takie oszukiwanie siebie, że torcik ma wartość, bo jestem szczęśliwa po jego zjedzeniu przez 15 minut.

Tak jak po zjedzeniu ciasta, napychanie się szkoleniami, które są przypadkowe, które odpowiadają na nasze chwilowe pragnienia, to niechęć do wychodzenia ze strefy komfortu, do zmiany. Wbrew pozorom to także niechęć do rozwoju, a już na pewno nie w dynamicznym tempie, bo pod wpływem impulsu nie zmieniasz nagle metod pracy, nie wiesz jak dokładnie zaimplementować to, czego się nauczyłaś. Często jest tak, że takie szkolenia dostarczają wiedzy, która ma być z założenia uniwersalna, narzędzia, które można dopasować do każdej sytuacji, każdego biznesu. To tak jakby powiedzieć, że każdy człowiek i biznes rządzą się tymi samymi prawami, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Nieumiejętność wdrażania tej wiedzy skutkuje frustracją i sprawia, a narzędzia w dłuższej perspektywie stają się bezużyteczne. Wtedy pojawia się zawód, rozczarowanie, ale jest też na kogo zwalić winę, bo winny jest coach, a nie ja! Nie udało mi się mimo, że byłam na szkoleniu, nie udało mi się, choć obiecywał, że będzie dobrze, jest beznadziejny. Dlatego tak wiele osób trafia do mnie na mentoring marketingowy po odbytej już serii szkoleń z obsługi social mediów, czy jedynie słusznych metod ustawiania lejków sprzedażowych. Po prostu wszyscy szukamy w życiu uproszczeń, łatwiejszych i szybszych dróg. Przepełniony dysk zaczyna bowiem szwankować. Pamiętasz artykuł o neuromarketingu?

Neuromarketing w biznesie, czyli jak sprzedawać, żeby nie sprzedawać?

medytacja falstart wróć

Scena czwarta

Falstart, wróć!

Moje pierwsze chwile z klientką, zwykle są podobne.

– Wróć po początku i odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego to robisz? Po co? Komu to służy? Czyj problem rozwiązujesz? – pytam.

To niby takie proste, takie oczywiste. Jednak bez dobrego ustawienia się w pozycji do pionu, odpowiedzenia na te proste pytania, nie ma sensu zabieranie się za obsługę kolejnych narzędzi. Nauczenie się Facebooka, czy stworzenie profilu na LinkedIn to nie jest marketing, to tylko kilka kroków do osiągnięcia celów. To tak jakby ktoś powiedział Ci, dając mleko i cukier, że to najpyszniejsze na świecie lody. Oczywiście jak uruchomisz wyobraźnię, wdrożysz proces ich wykonywania, to w końcu może poczujesz ich smak, zakładając, że dokładnie wdrożysz poszczególne elementy procesu ich wykonania. Jednak od mleka i cukru do lodów jeszcze daleka droga.

Naturalną potrzebą człowieka jest dopasowanie się do społeczeństwa. Już jako dzieci powtarzamy zachowania innych dzieci, nie chcemy się wyróżniać, stąd mody na zbieractwo, na kupowanie tych samych przedmiotów. Jednak w wieku nastoletnim nagle ten trend się nieco odwraca. Chcemy pasować do rówieśników, ale też mamy pragnienie bycia oryginalnymi, wyjątkowymi, określamy swoją tożsamość. W wieku dorosłym to właśnie te różnice, innowacyjność, cechy osobnicze sprawiają, że odnosimy sukces w biznesie. Nie potrzeba przynależności decyduje o tym czy zostajemy na rynku, nie jest nią także presja społeczna. Nie są to też siły wyższe, czy koło fortuny, a właśnie ta wyjątkowość, właściwa tylko Tobie. Z tego nikt nie prowadzi szkoleń, prawda? Nauczenie się jak podłączyć piksel Facebooka, czy jak ustawić reklamę nie jest jeszcze marketingiem. Podobnie jak szkolenie jednodniowe nie ma nic wspólnego z coachingiem czy mentoringiem, który daje Ci możliwość wejścia w proces pod czujnym okiem doświadczonego w swojej dyscyplinie specjalisty.

mnich buddyjski, wychodzenie ze strefy komfortu

Scena piąta

Rozwój to codzienne wychodzenie ze strefy komfortu

Poddanie się pracy na własnym organiźmie, wejście w proces mentoringu, coachingu, to już wyższa szkoła biznesowej jazdy. Decyzja, która niejednokrotnie kompletnie zmienia życie i biznes.To zmierzenie się ze strefą komfortu, robienie rzeczy w sposób inny niż zawsze, pracowanie na konkretnym celu. To jasna odpowiedź, dlaczego tu jesteś, co Ci to daje. To proces, nie szybki torcik. W procesach nie ma szybkich nagród. To jak dieta z nastawieniem na schudnięcie 20 kg. Choć się męczysz, odmawiasz sobie ulubionych potraw, na końcu masz wizję celu, wizję siebie lżejszej o 20 kg i ta wizja pozwala Ci wytrwać w postanowieniach, mimo że droga do realizacji celu jest trudna. Nie ma naukowca na świecie, który potwierdzi, że do celu dochodzi się najłatwiej pracując samemu. Stąd mnożące się grupy wsparcia, organizacje zbierające ludzi z podobnymi celami, także wzrastający popyt na usługi coachingowo- mentoringowe.

Pamiętasz moją historię o malinowych pomidorkach? Na nasyconym rynku, gdzie mamy wybór, gdzie towarów jest mnóstwo, tylko postawa buntownicza, oryginalność, dobre traktowanie innych, szanowanie ich indywidualności pomaga w wyróżnieniu się na rynku. Dziecko podświadomie wie po kilku tygodniach co działa na mamę, co na tatę. Wie jak oczarować dziadka, żeby dał grosz na gumę. Wie jaką wartością jest uśmiech, jaką łzy, jak wywołać mechanizmy, które z czasem zapominamy. Świat jest prosty. Do życia potrzebujemy prostych emocji, czynności i ludzi, jednak największą wartością jest pozostanie sobą, tzw. autentyczność i prawda. Ta ostatnia w dzisiejszych czasach ceniona jest najwyżej i nie każdy jest w stanie ta wartość zaimplementować w biznesie. Jak to mówią, pierwszy milion trzeba zawsze ukraść. Czy Ty też w to wierzysz? A przemawiają do Ciebie badania jednego z popularnych producentów napojów wysokocukrowych nad szkodliwością cukru, czy producentów mięsa lub jaj nad wartością cholesterolu?

 jednorożec w marketingu

Scena szósta

Jednorożec w marketingu

Cokolwiek robisz, rób to dobrze i bądź sobą. Zakładając, że działasz w sektorze usług, ile jest osób podobnych do Ciebie, posługujących się tymi samymi komunikatami, bazujących na tych samych wartościach? Pomyśl dziś o tym co Cię wyróżnia i zapomnij o tym szumie komunikacyjnym, który kusi Cię każdego dnia. Zrób sobie komunikacyjny detoks. Jak przestaniesz zauważać te kuszące kąski, to znaczy, że jesteś gotowa na wyjście z bańki bezpieczeństwa, na prawdziwy rozwój swojego biznesu.

Na potrzeby komunikacji użyłam pojęcia jednorożca, który zresztą zaczął się ostatnio cieszyć powodzeniem w sieci. Choć brzmi to absurdalnie, bo jak ma się bajkowy stwór do biznesu, mój jednorożec określa Twoją oryginalność, cechy właściwe tylko Tobie, Twój trend, Twój produkt. Jednorożec to jednocześnie koń, który pędzi w przestrzeni, który jest wolny, który lśni, rozsiewa radość i tęczę. Choć na początku wydaje nam się nierealny, pod wpływem różnych komunikatów, zaczynamy wierzyć w to, że istnieje. Podobnie jest z biznesem. Na początku jest marzeniem, czymś nierealnym, w miarę jak wchodzimy w proces jego kształtowania, staje się coraz bardziej namacalny. W końcu puszczamy to marzenie w świat i kontrolujemy jak reagują na nie inni, dopasowując się, dostrajając do tych ludzi, którym chcemy służyć.

Epilog

Na koniec bajki, mam smutne zakończenie, mimo że każda bajka powinna się kończyć happy endem. Nie, nie nauczysz się dzięki pojedynczym szkoleniom narzędziowym, co to jest marketing. Nie, nie nauczysz się jak zarabiać miliony od tych, którzy już je mają (jakby to było takie proste, to każdy byłby bogaty). Użyj myślenia logicznego. Czy te osoby, które sprzedają Ci Twoje marzenia muszą wciąż pracować skoro są milionerami? Czy jeśli ich metody są tak skuteczne, to dlaczego wciąż jest tyle nierówności społecznej? Czy jeżeli wszyscy jesteśmy tacy sami i nasze biznesy mogą być oparte na tych samych systemach, dlaczego wciąż tyle z nich upada, mimo podejmowania się kolejnych i kolejnych szkoleń gwarantujących szybkie i niezawodne efekty? Tak jak Ty jesteś indywidualnością, tak samo jest Twój biznes. Warto uczyć się od mądrych ludzi, którzy specjalizują się w jakiejś dziedzinie, czy to biznesu, czy radzenia z własną duszą, czy  z ciałem. I pamiętaj, świat potrzebuje Ciebie właśnie taką, jaką jesteś. Wtedy, kiedy jesteś sobą i potrafisz do ludzi dotrzeć swoimi wartościami, metodami, które właśnie dla nich są ważne, tak naprawdę zaczyna się biznes i Twoja szansa. (A jednak jest happy end! )😊

Jeśli masz ochotę skorzystać z mentoringu biznesowego lub masz do przepracowania osobiste sprawy, daj znać: sukcesjestkobieta@gmail.com

 

Zamów kurs on-line i studiuj w swoim czasie. Najlepsze kursy specjalistów w swoich dziedzinach w jednym miejscu! Zamknij

Pin It on Pinterest

Szeruj

Podziel się postem z przyjaciółmi